środa, 14 maja 2014

18.

Jak się okazało, sesja została przeniesiona na inny dzień. Głupio czułam się z myślą, że to tak naprawdę przeze mnie. Wciąż starałam się o tym zapomnieć. Niall zaciągnął mnie na trawę. Ja usiadłam, wyciągając nogi, a on położył się, układając głowę na moich udach. Blondyn zaczął o czymś zawzięcie opowiadać, ja wplotłam palce w jego czuprynę i bawiłam się kosmykami włosów. Później zrywając małe stokrotki, wkładałam je w jego zmierzwione włosy. Słuchałam chłopaka, jednocześnie wystawiając twarz na przyjemnie ciepłe promienie słońca. Rejestrowałam wszystko co do mnie mówił, jednak najbardziej zarejestrowałam jedno imię, o którym wciąż wspominał. "Ann to, Ann tamto." "jaka ona jest świetna, wyjątkowa" i tak dalej. Uśmiechałam się pod nosem, bo wychodziło na to, że moje przypuszczenia co do tej dwójki się sprawdzają. Nagle zamilkł i poczułam jego wzrok na sobie. Spojrzałam w dół i od razu spotkałam się z jego uśmiechem. Odwzajemniłam gest i poprawiłam jedną z kilku stokrotek wplecionych w jego czuprynę.

- Lex..- zaczął nagle.
- hm? - ułożyłam rękę na jego policzkach i delikatnie dotykałam jego pieprzyków.
- mógłbym cię prosić o pomoc?
- w czym?
- znaczy bardziej o wyrażenie swoje zdania..
- o co chodzi? - uśmiechnęłam się. Usiadł po turecku, odetchnął i ponownie spojrzał mi w oczy.
- zacząłem pisać pewną piosenkę. Nie wiem czy się nadaje, czy w ogóle ma jakiś sens.. mogłabyś na nią spojrzeć? W końcu jesteś w tym świetna.
- przestań bo się zarumienię - zaśmiałam się, uderzając go w ramię. - ale chętnie poczytam co tam wymyśliłeś. - wyszczerzyłam się. Wstał w ciągu sekundy i podał mi rękę.
- co? to już? tak ci się śpieszy? - śmiałam się, kiedy ciągnął mnie za rękę, przez park. - gdzie się tak śpieszymy?
- do mnie. Jestem głodny - dodał po chwili, a ja zaśmiałam się głośno. Już zapomniałam, że blondyn i tak wszystko zawsze sprowadzi do jedzenia.


Paręnaście minut później wchodziliśmy już do mieszkania blondyna. Różne rzeczy widziałam w swoim życiu, jednak takiego bałaganu jeszcze nigdy. Zaciągnął mnie od razu do kuchni. Kiedy otworzył lodówkę, wysypały się z niej jakieś mrożonki. Cała była wypełniona, więc nie musiałam się nawet martwić, że Niall kiedykolwiek narażony będzie na śmierć głodową. Zastanawiało mnie tylko jak to jest, że on tyle wpieprza, a wygląda tak dobrze. Usiadłam na krześle i uważnie przyglądałam się jego poczynaniom.

- masz ochotę na coś konkretnego? - spojrzał na mnie. Jego oczy świeciły, kiedy trzymał w ręku wielką paczkę żelek.
- napiłabym się kawy, jeśli można. - uśmiechnęłam się.
- a do jedzenia?
- nie chcę naruszać twoich zapasów. - zaśmiałam się. On jedynie pokazał mi język i chwycił za jeszcze więcej paczek z przeróżnymi łakociami.
- chodźmy do pokoju. Zaraz zrobię ci kawę. W życiu lepszej nie piłaś! - rzucił dumnie i wyszedł z kuchni, co zrobiłam i ja.

Wszystko ułożył na stoliku między telewizorem, a kanapą i nakazał mi usiąść. Wręczył mi pilota i radosnym krokiem wrócił do kuchni. Samo patrzenie na jego zachowanie, sprawiało, że miałam ochotę wciąż się śmiać. Pokręciłam głową z uśmiechem i włączyłam telewizor. Szczęśliwym trafem udało mi się przełączyć na jeden z moich ulubionych filmów. Podgłośniłam i rozsiadłam się wygodnie na skórzanej kanapie. Chwilę potem do pokoju wrócił Niall z wielkim kubkiem kawy. Ustawił go na stoliku i od razu chwycił za paczkę żelek. Otwierając ją, oblizywał ze smakiem wargi.

- co oglądamy? - spytał, opadając obok mnie.
- to mój ulubiony film. - odrzekłam, nawet na niego nie patrząc. Przez chwilę panowała cisza, przerywana jedynie mlaskaniem blondyna.
- e tam, jakieś smęty - stwierdził po pięciu minutach i wstał z kanapy. Wyszedł z pokoju, by powrócić parę sekund później. W jednej ręce wciąż trzymał paczkę żelek, a w drugiej jakąś kartkę. Ponownie usiadł obok mnie i chwycił za pilota. Przełączył na jakiś kanał muzyczny i spojrzał na mnie.
- tutaj jest to o czym mówiłem.. - zaczął cicho, wręczając mi kartkę. Uśmiechnęłam się i chwyciłam ją w dłonie.


I don't care what people say when we're together
You know I wanna be the one who hold you when you sleep.

Przeczytałam wszystko dwa razy i byłam pod wrażeniem. Cały tekst był naprawdę świetny i taki.. jednoznaczny? Nie wiem dlaczego, ale czytając dzieło blondyna, miałam w głowie Ann. Może to mój chory rozum, a może po prostu pisał to myśląc właśnie o niej? Uśmiechnęłam się szeroko i uniosłam głowę, tym samym spotykając się z jego błękitnymi oczami.

- i co myślisz? - spytał
- to jest naprawdę świetnie Horan. Jestem pod wrażeniem - zaśmiałam się, oddając mu kartkę.
- myślisz, że nadaje się do pokazania światu?
- no pewnie, koniecznie! - stwierdziłam. Blondyn odetchnął z ulgą, a na jego twarz znów powrócił szeroki uśmiech.
- a masz już może melodię do tego? - spytałam
- no właśnie nie do końca. Coś mi się w głowie plącze, ale nie mogę tego poskładać.
- pokaż! - krzyknęłam. Parę minut później Niall grał na gitarze to co wymyślił, a ja kiwałam głową do rytmu. W pewnym momencie się zatrzymał i spojrzał na mnie z głupią miną.

 - i ?
- no muszę przyznać panie Horan, że zdolny z pana chłopak. - zaśmiałam się i zaczęłam mu klaskać. Wyszczerzył się i odkładając instrument, ukłonił się nisko.

Zaczął się wygłupiać, tańczyć i opowiadać jakieś zmyślone historie. W bardzo krótkim czasie dołączyłam do jego tańca, by po godzinie opaść wspólnie na kanapę i zacząć zajadać się tym co przyniósł i pić kawę. Później zaczęliśmy oglądać film, którego nawet nie znałam. Był tak głupi, że Niall w pewnym momencie zaczął komentować każdą kolejną scenę i śmiać się ze wszystkiego. Szybko do niego dołączyłam i tak właśnie wyglądało nasze oglądanie. Nie miałam pojęcia jak szybko mija nam czas. W jego towarzystwie było wesoło i beztrosko. Tak jakbym spędzała czas z małym chłopcem. W końcu poczułam zmęczenie. Moja głowa opadła na jego ramię i zamknęłam oczy.

~*~

Obudziły mnie czyjeś szepty. Otworzyłam oczy i przetarłam je leniwie. Rozejrzałam się po pokoju. Wciąż byłam u Niall'a, a na zewnątrz już było ciemno. Podniosłam się i przeciągnęłam powoli. Spojrzałam do tyłu. W drzwiach od pokoju stał Niall i Liam i rozmawiali o czymś zawzięcie. Zdziwiłam się, widząc bruneta. Przez sekundę miałam przyjemne uczucie w brzuchu, jednak to uczucie bardzo szybko minęło. Wcale nie miałam ochoty z nim rozmawiać, bo tak naprawdę nie wiedziałam o czym. Niczego sobie w głowie nie ułożyłam. Wiem, że Liam zasługuje na jakiekolwiek wyjaśnienia, jednak ja nie potrafiłam, a może bardziej - bałam się z nim rozmawiać. 

- o, Lex. - Niall zauważając, że już nie śpię, uśmiechnął się szeroko. 
- chyba już późno. Będę się zbierała. - stwierdziłam, podnosząc się. 
- Alex, możemy porozmawiać? - rzucił nagle Liam. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na niego. Wciąż miał zdziwioną i trochę zawiedzioną minę. 
- przepraszam cię, ale nie mam ochoty. - stwierdziłam szybko i zebrałam swoje rzeczy. Ucałowałam Niall'a na pożegnanie i wyszłam. 

- Alex! - usłyszałam i przyśpieszyłam kroku. - Lex, do cholery! - poczułam na swoim nadgarstku uścisk, a sekundę później patrzyłam już na wkurzoną twarz Liam'a. 
- co? - rzuciłam od niechcenia
- mogłabyś się tak nie zachowywać? 
- niby jak? - starałam się wyrwać rękę z uścisku chłopaka.
- tak głupio. Jak jakaś gówniara. Przepraszam, jeśli cię w jakiś sposób zraniłem. - mówił zniecierpliwionym tonem
- to nie o to chodzi.
- to niby o co? Skąd mam wiedzieć jak się zachować, skoro wszystko co robię i mówię, jest złe! - krzyknął, przeszywając mnie wzrokiem. 
- Liam, nie chcę teraz o tym gadać. - uciekłam wzrokiem i w końcu udało mi się wyrwać rękę.
- to kiedy? za tydzień? za miesiąc? czemu jesteś tak cholernie niepoważna!
- o co ci chodzi? nie krzycz na mnie z łaski swojej. - rzuciłam, spoglądając w jego, już prawie całkowicie czarne oczy.
- wiesz co? Mam już tego dosyć. Bawisz się ze mną w kotka i myszkę. Wkurza mnie ta cholerna niepewność. - stwierdził, zaciskając pięści.
- no to świetnie. - zaczęłam - może to znak, że nie powinniśmy byli się spotkać.
- bardzo możliwe.
- super.
- fajnie.

Spojrzał na mnie wzrokiem zabójcy i jeszcze bardziej zacisnął pięści. Jego twarz wyrażała mnóstwo emocji, jednak w tamtym momencie nie potrafiłam ich rozpoznać. Byłam całkowicie wkurzona. Zacisnęłam zęby i odwróciłam wzrok.

- żegnam. - rzuciłam oschle.
- jasne, tak najłatwiej! - krzyknął za mną. Nie odwróciłam się nawet. Szłam przed siebie, powstrzymując się od wybuchu. - żałuję, że w ogóle cię poznałem! - dodał ze złością. 

Kiedy usłyszałam te słowa, coś we mnie pękło. Mój szybki krok zmienił się w bieg. Z całych sił powstrzymywałam łzy, które napływały do moich oczu. Chciałam jak najszybciej znaleźć się jak najdalej stąd. Rozejrzałam się, miałam szczęście, bo w moim kierunku jechała akurat jakaś taksówka. Machnęłam i sekundę później auto zatrzymało się tuż obok mnie. Otworzyłam drzwi i spojrzałam w tył. Liam wciąż stał w jednym miejscu z zaciśniętymi pięściami i wpatrywał się we mnie ze złością. Zacisnęłam zęby i wsiadłam, trzaskając drzwiami z całej siły. Zamiast swojego adresu, podałam mężczyźnie adres jednej z knajp. Odechciało mi się siedzenia w domu w samotności. Miałam ochotę się upić. Tak, by zapomnieć o jego słowach, o jego złości, jego twarzy. Zapomnieć o wszystkim. 


~*~
Siedziałam przy barze kolejną godzinę. Zdążyłam się już nawet zaprzyjaźnić z barmanem. Chłopak okazał się świetnym rozmówcą. Potrafił również wysłuchać i wcale nie odnosiłam wrażenia, że robi to tylko dlatego, że musi. Przecież mógł odejść, tłumaczyć się innymi klientami. Wciąż polewał mi kolejne shoty i starał się zrozumieć cały mój bełkot. 

- dobra, czas na mnie. - rzuciłam, próbując podnieść się z krzesełka. Kiedy to zrobiłam, potknęłam się o własne nogi i o mały włos, nie wylądowałam twarzą na blacie baru. Nathan, bo tak właśnie miał na imię, pomógł mi się pozbierać i ustawił mnie do pionu. 
- może poczekaj aż skończę zmianę. Zostało mi jeszcze pół godziny. - stwierdził z troską. 
- nie, poradzę sobie. Dzięki - uśmiechnęłam się do chłopaka i ucałowałam go w policzek.
- masz telefon? - spytał nagle. Kiwnęłam głową na potwierdzenie. - daj mi go na chwilkę. - posłał mi uroczy uśmiech, wyciągając rękę w moją stronę. Dałam mu komórkę, on coś w niej zapisał i oddał mi ją z powrotem. 
- wpisałem ci swój numer. Gdyby coś się działo, dzwoń. - uśmiechnął się do mnie i wziął mnie pod rękę. - odprowadzę cię do wyjścia.

Chwilę potem staliśmy już pod knajpą, w oczekiwaniu na zamówioną przez chłopaka 
taksówkę. 

- czemu mi pomagasz? - spytałam, patrząc prosto w jego niebieskie oczy.
- mam wrażenie, że sama nie bardzo jesteś w stanie sobie poradzić. - zaśmiał się. Wyszczerzyłam się i kolejny raz tego wieczora, pocałowałam go w policzek. W końcu podjechała moja taksówka. Nathan wsadził mnie do niej i odczekał aż odjadę. 


Kiedy wysiadałam z taksówki, tuż pod swoim domem, potknęłam się o własne nogi i wylądowałam w kałuży. Przeklnęłam pod nosem i ledwo wstając, zamknęłam za sobą drzwi auta. Jakimś cudem dotarłam do domu i wyjęłam z kieszeni klucze. Nie mam pojęcia ile zajęło mi trafienie do dziurki, ale w końcu się udało. Weszłam do salonu i od razu opadłam na kanapę. Dopiero teraz poczułam zmęczenie. Odetchnęłam głośno i w tym samym czasie, rozdzwonił się dzwonek do drzwi. Podniosłam się powoli i ruszyłam otworzyć. Oczywiście po drodze wpadłam na fotel i pianino. Kiedy otworzyłam drzwi, moim oczom ukazała się zatroskana twarz Ann.

- hej, wszystko okej? - zaczęła, wchodząc do środka.
- owszem ,a czemu nie? - uśmiechnęłam się, podążając chwiejnym krokiem do kuchni.
- Lex, czy ty jesteś nawalona? 
- po czym wnioskujesz mała? - odwróciłam się do dziewczyny z szerokim uśmiechem. 
- wiesz.. kobieca intuicja. - uśmiechnęła się. 

Podeszłam do szafki i wspięłam się na palce, by sekundę później wyjmować z niej butelkę wina. Na blacie leżały zaczęta paczka  papierosów i zapalniczka. Zgarnęłam wszystko i chwytając Ann za rękę, pociągnęłam ją do ogrodu. Usiadłam na trawie, co zrobiła i ona. Odkorkowałam butelkę i wyciągnęłam ją w stronę dziewczyny. 

- nie, dziękuję. Jutro pracuje. - uśmiechnęła się
- wypij. Chociaż jeden łyk. - spojrzałam na nią błagalnie. Odetchnęła i zabrała mi butelkę. Kiedy dostałam wino z powrotem, przechyliłam je i wzięłam ogromny łyk. Odstawiłam je i odpaliłam papierosa. 
- Lex, co się stało? - spytała cicho Ann
- wszystko w porządku. - rzuciłam bezpłciowo.
- no właśnie widzę. Powiedz, może zrobi ci się lepiej. - kontynuowała, wciąż mi się przyglądając. Odetchnęłam, wzięłam bucha i upiłam łyk wina. Spojrzałam w niebo, a wszystkie moje złe myśli powróciły. To jak zachowałam się w stosunku do Liam'a, to, że się pokłóciliśmy i to co mi powiedział. Poczułam jak coś ściska mnie od środka. 

- byłaś kiedyś w tak beznadziejnym stanie, że nie wiedziałaś co tak właściwie dzieje się wokół ciebie? - zaczęłam, nie patrząc nawet na dziewczynę - miałaś kiedyś tak, że nie wiedziałaś co czujesz? Złość wymieszana ze smutkiem. Pożądanie, wymieszane ze strachem? Znasz ten stan? - spojrzałam na dziewczynę. Siedziała cicho, wpatrując się we mnie, a jej oczy błyszczały. Widziałam, że mi współczuje. Ale ja tego nie chciałam. Nie chciałam współczucia, litości. Chciałam, by ktoś mi w końcu pomógł zrozumieć moje uczucia. Zbliżyłam się do Ann. Wtedy właśnie, poczułam jak coś dziwnego dzieje się w moim brzuchu. Dopiero teraz doceniałam jak piękna i urocza jest Ann. Jej ogromne, brązowe oczy, pełne usta, długie, kruczoczarne włosy, opadające od niechcenia na jej nagie ramiona. Oblizałam dyskretnie dolną wargę i zbliżyłam się bardziej. Ona wciąż wpatrywała się we mnie bez ruchu. Nawet kiedy nasze twarze zaczęły dzielić milimetry, nie odsunęła się. Zmrużyłam oczy, odetchnęłam subtelnie i spojrzałam na dziewczynę. W tamtym momencie miałam ogromną ochotę zasmakować jej różowych, pełnych ust. Miałam ochotę sprawdzić, jakie to uczucie. Ułożyłam wargi na jej ustach.

- Alex.. - wyszeptała, wprost do moich warg. - nie rób czegoś, czego będziesz później żałować. - rzuciła cicho i uśmiechnęła się, odgarniając kosmyk włosów, opadający na moje czoło. Miała zupełną rację. Przez głupi alkohol i chwilę słabości mogłabym zrobić coś, przez co straciłabym przyjaciółkę. Bo przecież Ann była dla mnie kimś więcej niż zwykłą sąsiadką. Poczułam jak z moich oczu wydostają się pojedyncze krople łez, które w bardzo krótkim czasie przerodziły się w strumienie. Płakałam. W końcu płakałam. Histerycznie, bez opanowania. Ann chwyciła mnie w ramiona i przytuliła do siebie. Ułożyłam twarz na jej ramieniu, które bardzo szybko zrobiło się mokre. Nie potrafiłam powstrzymać tego stanu. W tamtym momencie jedyne czego chciałam to płakać, łkać w jej ramionach. Ze strachu, bezsilności i totalnego wypalenia. Byłam bezuczuciową, zimną suką, która nie potrafiła docenić żadnych uczuć. Ani docenić, ani zrozumieć. Tylko jak mam zrozumieć miłość, skoro nikt mnie jej nigdy nie nauczył? 


niedziela, 11 maja 2014

17.

Po wyjściu z pokoju, rozejrzałam się, ale nigdzie nie zauważyłam Liam'a. Zamknęłam drzwi i spojrzałam w bok. Stał podparty o ścianę, ze spuszczoną głową i zamkniętymi oczami.

- Li? - podeszłam powoli do chłopaka. Nawet na mnie nie spojrzał. - Liam co jest? - spytałam stanowczym tonem. Zero odzewu. Nienawidziłam, gdy ktoś mi nie odpowiadał. - dobra, nie chcesz to nie mów. Nie mam zamiaru się z tobą użerać. - rzuciłam wkurzona, odwróciłam się i chwyciłam za klamkę. W tym samym momencie poczułam na nadgarstku jego uścisk. Pociągnął mnie w swoją stronę. Spojrzałam w jego czekoladowe oczy.

- przepraszam - zaczął cicho, puszczając mnie.
- możesz mi powiedzieć o co chodzi? - założyłam ręce na klatkę piersiową i przeszyłam go wzrokiem.
- o nic. Przepraszam. - posłał mi uroczy uśmiech. Ułożył dłoń na moim policzku i przeszył mnie wzrokiem. Wszystkie moje myśli, które szalały do tej pory w głowie, automatycznie zmieniły się w myśli o nim. Czując jego obecność i ciepłą dłoń na swojej skórze, zapominałam o wszystkim. Nasze twarze dzieliły milimetry, a ja czułam jak tracę powietrze. Zmrużyłam oczy, czekając na dotyk jego warg. W tym samym momencie drzwi otworzyły się z hukiem i usłyszeliśmy Niall'a.

- no gołąbeczki, chodźcie. Musimy zaczynać. - zaśmiał się i wrócił do pokoju. Odsunęliśmy się od siebie i odchrząknęliśmy. Posłałam mu nikły uśmiech, co szybko odwzajemnił i weszliśmy do sali. 

Kiedy tylko pojawiliśmy się w środku, stylistki chłopaków obskoczyły Liam'a i zaciągnęły go do garderoby. Ja usiadłam obok Ann, machającej nogami  i wciąż bawiącej się aparatem. Kiedy wszyscy zniknęli w garderobie, my zaczęłyśmy rozmawiać. Minęła niecała godzina i chłopcy powrócili. Powiem szczerze, że byłam pod wrażeniem. Wszystko świetnie dopasowane, a każdy z nich wyglądał genialnie. 

- stańcie tam - rzuciła Ann, zeskakując ze stołu na którym siedziałyśmy i wskazując chłopakom miejsce.

Chwilę potem, ustawiona piątka zaczęła swoje popisy. Ponieważ Ann włączyła muzykę, by pracowało się lepiej. chłopcy automatycznie zaczęli tańczyć i się popisywać. Niall z Louis'em robili jakieś piruety, Zayn zaczepiał Liam'a i udawał, tylko jemu znane zwierzę, Liam, który patrząc na mnie, zaczął tańczyć i udawać poważnego, Harry, jak gdyby w swoim własnym świecie, wymyślał układy i przechodził z nogi na nogę. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, z resztą tak jak i Ann. Słysząc nas, robili jeszcze gorsze durnoty, wyszczerzając się przy tym jak głupki. Mogłam się domyśleć, że każda praca z tą piątką, może być bardzo trudna. 

- dobra panowie, ogarnijcie się i do boju! - krzyknęła w końcu Ann i stanęła tuż przed nimi. Po raz kolejny ich poustawiała i sesja w końcu mogła się zacząć. Przyglądałam się pracy Ann z podziwem. Wczuwała się bardzo szybko i wymyślała prześmieszne rzeczy. Po godzinie zarządzono przerwę. Uznałam, że to świetny moment na papierosa. 

- Lex? - usłyszałam, zanim jeszcze przekroczyłam próg. Odwróciłam się. Harry stanął tuż przede mną i uśmiechnął się niemrawo. 
- hm?
- możemy pogadać? 
- no jasne. - rzuciłam i wyszliśmy z pokoju. Stanęłam przy oknie i spojrzałam wyczekująco na chłopaka. 
- chciałem cię przeprosić. - zaczął
- za co? - uniosłam brew.
- za to co zrobiłem. Nigdy nie chciałem by to tak wyszło. Nie wiem co we mnie wstąpiło.
- alkohol. - dodałam cicho, bawiąc się trzymanym papierosem. 
- nie pamiętam co ci powiedziałem, ale za to też chce cię przeprosić. - stwierdził, patrząc mi w oczy 
- spoko, nie ma za co. - posłałam mu udawany uśmiech.
- a mogłabyś mi dokładnie powiedzieć co tak właściwie odwaliłem? Bo to nie daje mi spokoju. - odetchnęłam i oparłam się o parapet. 
- już ci mówiłam. Wpadłeś do mnie, zacząłeś się do mnie dobierać. Kiedy dałam ci do zrozumienia, że nie chcę, ty.. - przerwałam, przełykając ślinę. Przypomnienie sobie o słowach Styles'a było bolesne. 
- co? - rzucił przerażonym głosem.
- no.. powiedziałeś coś takiego, że poczułam się jak ostatnia zdzira. - odpowiedziałam szybko. 
- o kurwa.. - chłopak walnął się dłonią w twarz, wcześniej robiąc głupią minę. - Lex, przepraszam.. naprawdę, bardzo cię.. - zaczął, podchodząc bliżej, jednak ręka Liam'a, na jego ramieniu przerwała wypowiedź. Odwrócił się do przyjaciela, ale nie zdążył nic powiedzieć. Pięść Liam'a bardzo szybko spotkała się z jego twarzą.

- boże, Li! - krzyknęłam przerażona i podbiegłam do opierającego się o ścianę Harry'ego. - pojebało się?! - zwróciłam sie ponownie do Payne'a
- należało mu się. - rzucił niskim głosem
- niby dlaczego?
- słyszałem waszą rozmowę.
- podsłuchiwałeś?! - spojrzałam na niego zabójczym wzrokiem.
- tak jakoś wyszło. - wzruszył ramionami i spojrzał na chłopaka.
- rany boskie, przecież to twój przyjaciel! - rzuciłam, dotykając delikatnie twarzy Hazzy. - w porządku? - spytałam cicho.
 - tak. - lokowaty kiwnął głową. - należało mi się. - rzucił. Odepchnął się od ściany i nie patrząc na nas, ruszył przed siebie. Odetchnęłam głęboko i zakładając ręce na klatkę piersiową, odwróciłam się powoli w stronę Liam'a.

- brawo. - stwierdziłam krótko.
- co? 
- nico. Przepraszam, ale muszę iść. - rzuciłam i ominęłam chłopaka.
- Lex!
- co?! - odwróciłam się na pięcie
- przepraszam, ale to był moment. No nie panowałem nad sobą. - tłumaczył się, a jego wyraz twarzy zmieniał się powoli na spokojniejszy. 
- no świetnie, ale pobiłeś własnego przyjaciela. Dlaczego?! Przecież mnie przeprosił, nie zrobił tego specjalnie! 
- ja wiem, ale..
- co? co cię do tego skłoniło? nie mogłeś z nim pogadać? nie mogłeś pogadać ze mną? o co ci tak właściwie chodzi? najpierw obrażasz się bez powodu, tylko dlatego, ze przyszłam z Harry'm, teraz bijesz go tak po prostu.. Liam, co z tobą?! - mówiłam, zbliżając się powoli do chłopaka.
- Lex, ja.. - zaczął cicho, spuszczając głowę.
- no co? - spytałam, kiedy dzieliły nas milimetry.
- no bo.. - odetchnął i spojrzał mi w oczy. - ja cię ko..
- nie.. - kiwnęłam głową, zakrywając jego usta palcem. Czułam jak moje myśli szaleją, jak moje serce bije coraz szybciej. Nie chciałam tego słyszeć. Nie chciałam teraz. - nie mów tego. - wyszeptałam. Czując jak łzy napływają mi do oczu, po raz ostatni spojrzałam na chłopaka i uciekłam. 
- Alex zaczekaj! - krzyknął, jednak ja nie zwracałam już na niego uwagi. Biegłam jasnym korytarzem, panicznie szukając wyjścia z tego budynku. Czułam jak robi mi się gorąco, jak powoli wszystko przed moimi oczami zamienia się w ciemność. 

Kiedy w końcu wydostałam się na świeże powietrze, oparłam się o budynek i odetchnęłam. Co się dzieje? co ja w ogóle odwalam? Nie miałam pojęcia dlaczego tak zareagowałam. Wiedziałam jedno. Nie chcę słyszeć tych dwóch słów. Nie chce wiedzieć o istnieniu uczucia, którego sama nie potrafię odwzajemnić. Nie chcę zranić Liam'a, bo cholernie mi na nim zależy. 

Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w stronę domu. Chciałam być sama. Uporządkować w końcu moje męczące myśli. Całe szczęście, niedaleko studia był mały park. Skręciłam w jego stronę, odnalazłam wolną, schowaną między krzakami ławkę i zasiadłam na niej. Z kieszeni wyjęłam zapalniczkę i odpaliłam wciąż kurczowo trzymanego papierosa. Zmrużyłam oczy i wystawiłam twarz na ciepły wiatr, który smagał delikatnie moje policzki. 

- dlaczego jestem taka popieprzona? Dlaczego nie rozumiem własnych uczuć? Dlaczego wciąż ranie bliskie mi osoby? - pytałam samą siebie, wpatrując się w przestrzeń i zaciągając się papierosem. - chyba powinni zamknąć mnie w jakimś psychiatryku. I tak nie jestem zdolna do uczuć. - zaśmiałam się z ironią i odchyliłam głowę, opierając ją tym samym o ławkę. 

Nie miałam pojęcia ile już tak siedzę w tym cholernym parku, ale mój telefon nie dawał mi spokoju. Wciąż dzwonił. Nawet kiedy wyłączyłam dźwięk, jego mocne wibracje wkurzały mnie coraz bardziej. Nie miałam ochoty na rozmowę z nikim. Nawet z samą sobą. Tego nie mogłam uniknąć, ale mogłam odciąć się od świata. Wyjęłam telefon z myślą wyłączenia go, kiedy zauważyłam na ekranie nieznany numer. Mój szef ma w zwyczaju dzwonić do mnie z różnych telefonów, więc chcąc nie chcąc odebrałam. 

- słucham?
- no nareszcie! - usłyszałam znajomy mi krzyk.
- Horan? dlaczego..
- nie przerywaj jak mówię! - rzucił poważnym tonem, jednak chwilę potem usłyszałam cichy śmiech - gdzie ty żeś polazła?
- Niall, co to za numer? 
- to ja tu zadaje pytania! - rzucił, wciąż siląc się na poważny ton - dzwonimy do ciebie od godziny. Ann jest zdezorientowana i nie wie co ma robić, Liam siedzi wkurzony w kącie, a Styles zaszył się w łazience. Co tu się stało?
- taka mała sprzeczka. Przepraszam. Pracujcie beze mnie. I przeproś Ann. Później się do niej odezwę. Do zobaczenia.. - już chciałam się rozłączyć, jednak krzyk blondyna mnie powstrzymał. 
- jesteś w domu?
- nie.
- to gdzie?
- a co cię..
- Lex, nie denerwuj mnie. - rzucił
- w parku. - odpowiedziałam krótko.
- okej, to zaczekaj.
- ale Niall, co ty.. - nie mogłam nawet dokończyć, słysząc dźwięk zakończonej rozmowy. 

Wzruszyłam ramionami i włożyłam komórkę z powrotem do kieszeni. Zgasiłam papierosa, by chwilę potem odpalić nowego. Wpatrywałam się w nieokreśloną przestrzeń i starałam się wyrzucić wszystkie myśli z głowy. 

- tu jesteś! - usłyszałam krzyk i podskoczyłam ze strachu. Spojrzałam w tył. W moją stronę podążał zasapany Niall, poprawiający opadające na czoło kosmyki włosów. 
- co ty tu do cholery robisz? - spytałam, kiedy opadł obok mnie.
- to park, miejsce publiczne, mam prawo tu być - wyszczerzył się - opowiadaj co się stało. Od żadnego z chłopaków nie mogłem nic wyciągnąć. - rozłożył się na ławce i wlepił we mnie swoje niebieskie ślepia. Odetchnęłam i zaciągnęłam się papierosem. 
- Niall, ja nie wiem..
- jesteśmy przyjaciółmi czy nie? - przerwał mi
- no jasne, mam przynajmniej taką nadzieję. - uśmiechnęłam się do niego. On odwzajemnił gest i obejmując mnie ramieniem, przyciągnął do siebie.
- no to opowiadaj siostra. - rzucił. Zaśmiałam się i spojrzałam w jego wciąż wesołą twarz. Co mi tak właściwie szkodzi? Sama chyba nie zrozumiem swoim własnych uczuć i poczynań. Może Horan mi w tym pomoże? 

Opowiedziałam mu wszystko, nie pomijając nawet ostatniej nocy. Nie wiem dlaczego, ale czułam, że blondyn jest najbardziej odpowiednią osobą. Nie wstydziłam się niczego, ani nie bałam. Jego obecność sprawiała, że człowiek automatycznie czuł się lepiej. Kiedy wyrzuciłam z siebie wszystko co miałam w głowie, odsapnęłam i ułożyłam głowę na jego ramieniu. 

- no mała, nie fajnie się porobiło. Styles bywa nieobliczalny, kiedy wypije. Ale skoro tego żałuje, to nie ma co się martwić. Sama wiesz, że ludzie gadają różne głupoty. - kiedy to mówił, wsłuchiwałam się w jego spokojny głos, bawiąc się jego dłonią. - a jeśli chodzi o Payne'a.. od samego początku coś podejrzewałem.
- co? - spojrzałam na chłopaka ze zdziwieniem
- Odkąd pojawiłaś się w naszym życiu zaczął zachowywać się inaczej niż zwykle. Dokładnie tak jak facet, który się..
- nie, nie mów tego.. - przerwałam mu.
- Lex, czemu ty się tak boisz tych słów? 
- nie wiem.. 
- boisz się miłości? - spojrzał na mnie ze zdziwieniem. 
- a można bać się czegoś, czego się kompletnie nie zna? - spuściłam wzrok, chwytając jego dłoń i opuszkiem palca, przejeżdżając po lekko wystających na niej żyłach. 

Nigdy nie spodziewałam się takiej rozmowy po Niall'u. Nie wydurniał się, co było do niego niepodobne. Zachował powagę, nie zapominając oczywiście o uśmiechu. Wiedziałam, że jest mądrym chłopakiem, ale nie sądziłam, że aż tak bardzo. Nigdy chyba nie spotkałam tak inteligentnego życiowo człowieka. Rozmowa z blondynem bardzo mi pomogła. i Mimo, że nie doszłam do żadnych konkretnych wniosków, czułam się o wiele lepiej. Po jakimś czasie zboczyliśmy z poważnych tematów. Horan znów zaczął się wydurniać, a mnie bolał brzuch od ciągłego śmiechu. Nie powiedziałam mu tego, ale w tamtym momencie był dla mnie jak brat. Taki przyjaciel to skarb. Najprawdziwszy. 

piątek, 9 maja 2014

16.

Pożegnawszy się ze wszystkimi, wróciłam do salonu. Gdy ujrzałam syf jaki po sobie zostawili, przeraziłam się. Chrupki, butelki, puszki i inne rzeczy, walały się po całym salonie. Załamana, opadłam na kanapę i włączyłam telewizor. Może i takie imprezy są trochę męczące, jednak znów poczułam się samotnie. Po godzinie bezsensownego wpatrywania się w ruchome obrazki, stwierdziłam, że wypadałoby posprzątać. Podniosłam się leniwie z kanapy i zaczęłam ogarniać to co z moim domem zrobili goście. Pochylałam się właśnie nad pustą puszką, kiedy rozdzwonił się mój telefon. Odłożyłam worek ze śmieciami i rzuciłam w w wir poszukiwań. W końcu udało mi się znaleźć komórkę na tarasie, na krześle.

- słucham? - rzuciłam zadyszana
- cześć, przeszkadzam? - słysząc ten niski głos, na mojej twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech.
- nie, coś się stało Liam?
- nie.. dzwonie, żeby..no. Co tam słychać? - słyszałam jak z trudem stara się ułożyć jakieś zdania, przez co zachichotałam cicho.
- wszystko okej. Za bardzo się nie zmieniło odkąd wyszliście. - zaśmiałam się - właśnie bawię się w sprzątaczkę.
- może ci pomóc?
- dziękuję, ale nie trzeba. Macie na pewno jakieś ważne sprawy.
- nie takie ważne.. - w tym samym momencie usłyszałam krzyk po drugiej stronie słuchawki. - wybacz Lex, muszę kończyć. Odezwę się później. Miłego sprzątania. - rzucił i się rozłączył. Opadłam na kanapę w jednej ręce trzymając worek na śmieci, a w drugiej telefon. Czułam jak moje serce wciąż chce się wyrwać z piersi. Dlaczego jego głos tak na mnie działa? Przecież to chore i śmieszne. Wzięłam się w garść i skończyłam sprzątanie. Po wszystkim wzięłam szybki prysznic i zasiadłam przy pianinie. 

Postanowiłam popracować nad ostatnimi dwiema, nowo powstałymi piosenkami. Najpierw wzięłam się za swoją. Dopasowałam melodię, która z taką łatwością przyszła mi do głowy. Nawet się nie zorientowałam kiedy nadszedł wczesny wieczór. Podniosłam się i ruszyłam do kuchni. Tam zrobiłam sobie szybki obiad i rozłożyłam się przed telewizorem.

"Dzisiejszego wieczora, członek znanego zespołu Niall Horan widziany był w londyńskim Wesołym Miasteczku z tajemniczą dziewczyną. Widać było jak dobrze spędzają czas. Czyżby nowa miłość? My życzymy wszystkiego najlepszego!"

Kiedy usłyszałam słowa dziennikarki, na moją twarz wkradł się szeroki uśmiech. A jednak Niall odważył się na zaproszenie gdzieś Ann. Cieszyłam się, bo oni naprawdę do siebie pasują.

Zjadłam to co wcześniej przygotowałam i ponownie zasiadłam przy pianinie. Tym razem chciałam popracować nad piosenką napisaną wraz z Harry'm. Musze przyznać, że wyszła nam naprawdę świetnie. Kiedy śpiewałam ją sama do siebie, podobała mi się coraz bardziej. Dopisałam parę słów i ułożyłam palce na klawiszach, by zagrać wszystko od początku. Nagle rozdzwonił się dzwonek do drzwi. Wstając od instrumentu przetarłam twarz dłonią. Dopiero wtedy poczułam zmęczenie. Kiedy jednak otworzyłam drzwi, moja energia bardzo szybko powróciła.

- Harry? - zdziwiłam się. Chłopak ledwo stał, podparty o framugę i wpatrywał się we mnie na wpół otwartymi oczami. - co jest? - zamiast mi odpowiedzieć, wbił się w moje usta, tym samym wpychając mnie do środka. Zatrzasnął drzwi nogą i oparł mnie o ścianę, wciąż nie odrywając się od moich ust. Ja za wszelką cenę starałam się go odepchnąć, jednak nawet tak wstawiony, był nie do przejścia.

- Hazza.. co ty.. robisz? - przerywałam, kiedy zaczął całować moją szyję. Żadnej odpowiedzi. Dopiero kiedy wsunął dłoń pod moją koszulkę, udało mi się go odepchnąć.
- Styles! - krzyknęłam, kiedy opadł na ścianę na przeciwko. Odetchnęłam i podeszłam do niego powoli. - co się z tobą dzieje? jesteś kompletnie pijany.. - mówiłam cicho, starając się spojrzeć mu w oczy.
- Lex.. - wydukał i wyciągnął ręce w moją stronę. Podeszłam bliżej. Chwycił mnie za biodra i podniósł. Nie wiem jakim cudem łapał równowagę, ale zaniósł mnie do sypialni i ułożył na łóżku. Wbił się w moje usta, a jego dłonie zaczęły błądzić po moim ciele. Przyznaję, że jego dotyk i jego pocałunki były przyjemne, jednak nie mogłam pozwolić by sprawy zaszły za daleko. Ponownie go odepchnęłam i odsunęłam się na bezpieczną odległość. Odetchnęłam i spojrzałam na jego zawiedzioną twarz.

- co się z tobą dzieje? - spytałam. Zauważyłam, że wyraz jego twarzy zmienia się powoli na wściekły. Przysunął się i złapał mnie za nadgarstek.
- wiem, że tego chcesz. Wiem, że mnie pragniesz, wiec przestań grać niedostępną - wycedził ledwo zrozumiale.
- co? Przestań Harry, bredzisz. Jesteś kompletnie nawalony - mówiłam, starając się wyrwać z jego uścisku.
- nie Lex. Oboje wiemy, że pragniemy się dokładnie tak samo. - mówił cicho, zbliżając twarz do mojej - nie udawaj. - wyszeptał mi wprost do ust, po czym wbił się w nie zachłannie. Odepchnęłam go i spojrzałam w jego, teraz już całkiem czarne, oczy. Nie miałam pojęcia, że on tak może. Że jest zdolny do takiego zachowania, nawet po pijaku.
- ach rozumiem! - krzyknął nagle, tak głośno, że aż podskoczyłam. Spojrzał na mnie ze złością. -  Payne, tak?! w czym on jest niby lepszy ode mnie?! a może ty wolisz się pieprzyć z każdym innym tylko nie ze mną?! - to co powiedział, bardzo mnie zabolało. Brzmiał tak jak ci dziennikarze, którzy wyssali z palca informacje na mój temat, dopisując to co im pasowało. Spojrzałam na niego z rezygnacją, jego twarz wyrażała jedynie złość.
- jak możesz.. - wydukałam cicho.
- skoro pieprzysz się z każdym, może mnie też pozwolisz? - rzucił z drwiną i zbliżył się do mnie. Nie wytrzymałam i w następnej sekundzie uderzyłam go w twarz. Zakryłam usta i czując jak do moich oczu napływają łzy, wstałam i pobiegłam do łazienki.

- Lex! przepraszam! - usłyszałam, kiedy zatrzaskiwałam drzwi. Oparłam się o nie i osunęłam powoli na podłogę. Schowałam twarz w dłoniach i starałam się powstrzymać łzy. Nie chciałam płakać. Nie lubiłam płakać. Ale to co powiedział Harry naprawdę zabolało. Do tej pory uważałam go za świetnego kolesia, może nawet przyjaciela. Teraz jednak poczułam się tak, jakby wbił mi nóż w plecy.

- Lex, otwórz! przepraszam.. - krzyczał chłopak, waląc w drzwi. Nie chciałam go widzieć po tym co powiedział. Nie chciałam z nim dyskutować, kiedy jest w takim stanie. Nie mam pojęcia ile siedziałam w łazience. W końcu jednak dobijanie się Harry'ego ucichło. Podniosłam się z podłogi i podchodząc do umywalki, przemyłam twarz. 

Odetchnęłam i powoli wyszłam z łazienki. Kiedy otwierałam w drzwi, uderzyłam w coś dużego. Harry siedział pod ścianą, z opartą o nią głową i zamkniętymi oczami. Usnął. Spojrzałam na jego spokojną już twarz. Pokręciłam głową i nachyliłam się. Mimo, że jego słowa mnie skrzywdziły, ja nie potrafiłam się na niego gniewać. Przecież mówił to pod wpływem alkoholu. Chwyciłam go za rękę z myślą przeniesienia go do salonu. Niestety, był za ciężki. Stanęłam prosto i zaczęłam zastanawiać się co zrobić. Może to głupie, ale w tamtym momencie nie wpadłam na nic lepszego. Chwyciłam go pod pachy i jakiś cudem i w bardzo długim czasie, udało mi się przyciągnąć go do pokoju i jakoś wsadzić na kanapę. Odetchnęłam i przetarłam czoło.

- jeżeli tak ma być częściej, muszę zacząć pakować.. - stwierdziłam do siebie i ruszyłam do sypialni po koc.

Okryłam nim chłopaka i opadłam na fotel. W tym samym momencie rozdzwonił się mój telefon.

- cześć - rzuciłam, wiedząc już kto dzwoni.
- no cześć. Wybacz, że tak późno dzwonię. Chciałem spytać czy.. um..
- no? - ponagliłam Liam, bo znów zaczął się jąkać.
- nie miałabyś ochoty wpaść na naszą jutrzejszą sesję? Mamy ją z Ann, więc myślę, że nie będzie problemu, a bardzo chciałbym cię.. chcielibyśmy się z tobą zobaczyć. - ostatnie słowa wypowiedział bardzo szybko. Zaśmiałam się cicho. Poczułam jak moje wnętrzności szaleją, a serce wali coraz szybciej. No i dlaczego? przecież tylko rozmawiam z nim przez telefon.
- bardzo chętnie. - stwierdziłam, kiedy opanowałam swoje myśli. - a kiedy ta sesja?
- no niestety od samego rana, ale jeśli..
- będę na pewno. Do zobaczenia. - rzuciłam radośnie. Rozłączyłam się i spojrzałam na Harry'ego. Nachyliłam się i ucałowałam go w czoło.

~ Harry ~


Obudził mnie okropny ból głowy. Uchyliłem oczy i powoli przyzwyczajałem się do blasku słońca, które wpadało do środka. Podniosłem się powoli i rozejrzałem. Zdziwiłem się, bo byłem pewny, że wróciłem do własnego mieszkania. Podrapałem się po ręce i dopiero wtedy zauważyłem, że nie mam na sobie koszulki. Nagle usłyszałem dźwięk przychodzącej wiadomości. Sięgnąłem do kieszeni spodni i odczytałem wiadomość
od wkurzonego Paul'a.

- no świetnie, mam przewalone. - rzuciłem do siebie. Podniosłem się gwałtownie, czego szybko pożałowałem. Rozejrzałem się raz jeszcze i w końcu zdałem sobie sprawę, że jestem u Alex. Zdziwiłem się, bo nie pamiętam bym w ogóle do niej przyjeżdżał. Ruszyłem do kuchni. Kiedy zobaczyłem dziewczynę w dużym podkoszulku i matkach, szykującą coś, zaparło mi dech w piersiach. Czyżbyśmy się..

- dzień dobry.. - wydukałem cicho. Odwróciłam się w moją stronę, trzymając w ręku dzbanek z kawą i posyłając mi uśmiech.
- dobry. Wcześnie wstałeś. Miałam cię budzić jak zrobię kawę. - rzuciła i postawiła dzbanek na stole.
- Lex..
- no? - spojrzała na mnie swoimi brązowymi, pięknymi oczami.
- czy my się..?
- nie, nie kochaliśmy się. - odpowiedziała i ponownie odwróciła się do mnie tyłem. Odetchnąłem z ulgą i podszedłem bliżej dziewczyny.
- masz coś do picia? - spytałem, opierając się o blat.
- jasne, proszę. - uśmiechnęła się, wręczając mi butelkę wody. Widziałem jak kątem oka mi się przygląda. Jedno pytanie wciąż nie dawało mi spokoju. Jak ja się tu w ogóle znalazłem?
- um, Lex? - zacząłem, zakręcając butelkę.
- no?
- powiesz mi co się wczoraj właściwie stało? jak ja się tu znalazłem?
- chyba ostro zabalowałeś, skoro niczego nie pamiętasz. - rzuciła bliżej nieokreślonym tonem. Spojrzałem na nią ze zdziwieniem.
- zrobiłem coś głupiego? - spytałem z przerażeniem, widząc jej minę. Pokiwała przecząco głową i zajrzała do lodówki. - Lex, powiedz. - rzuciłem, chwytając ją za nadgarstek. Zabrała szybko rękę, a ja dopiero wtedy zauważyłem, że jej nadgarstek jest dziwnie czerwony. Spojrzałem pytająco w jej oczy. Odetchnęła i posłała mi nikły uśmiech.

- troszkę wczoraj przesadziłeś. Ale spokojnie. Nic nikomu się nie stało. - zaśmiała się. - no może poza.. - przerwała i podeszła bliżej. Ucałowała mnie w policzek i wróciła do lodówki.
- ja wciąż czuję, że coś jest nie tak. Powiedz mi co ja wczoraj odwaliłem. - chwyciłem ją za ramiona i obróciłem w swoją stronę. 
- po prostu.. rzuciłeś się na mnie. A później powiedziałeś coś co mnie zabolało. - powiedziała na jednym wydechu. 
- co?! co takiego powiedziałem? 
- nic. nieważne. masz ochotę na jajecznicę? - rzuciła, wyjmując z lodówki różne produkty.
- Lex! - krzyknąłem
- Harry, przestań. Siadaj, zaraz dam ci śniadanie. Musimy się śpieszyć, bo za dwie godziny macie sesję. - nie zdążyłem nic więcej powiedzieć. Usadziła mnie na krześle i podała kubek. Przez paręnaście minut nie miałem odwagi się odezwać. Byłem ciekawy co takiego jej powiedziałem. Musiało być to jednak naprawdę złe, bo mimo, że udawała uśmiech, ja widziałem dobrze jej zachowanie. I wciąż nie mogłem uwierzyć, że się na nią rzuciłem. Co mi w ogóle odwaliło?! Boże..

Alex nakarmiła mnie dokładnie tak jak moja matka. Wciskała we mnie wszystko, co tylko miała. Wciąż powtarzała, że muszę być żywy i silny na sesji. Jakbym słyszał własną rodzicielkę. Po godzinie siedzenia w kuchni, wziąłem szybki prysznic i zostałem niemalże wyrzucony z domu dziewczyny. 

~*~

Kiedy weszliśmy do pomieszczenia, gdzie miała odbyć się sesja, wzrok wszystkich skierował się na mnie i Harry'ego. Chłopaki spojrzeli na nas ze zdziwieniem, a Ann podbiegła do mnie i przywitała się buziakiem. Z jej twarzy nie schodził uśmiech. 

- co ty tu robisz? - spytał nagle Zayn, patrząc na mnie.
- Liam mnie zaprosił. Chciałam zobaczyć jak się sprawujecie. - uśmiechnęłam się, co mulat bardzo szybko odwzajemnił. 
- czy my o czymś nie wiemy? - rzucił nagle Louis puszczając mi oczko i spoglądając to na przyjaciela, to na mnie. 
- tak, że nie macie mózgów. - zaczął Harry - spotkaliśmy się przy wejściu. - rzucił i opadł na pobliski fotel. Spojrzałam ukradkiem na Liam'a. Jego twarz wyrażała zdziwienie, zmieszane ze złością. Uśmiechnęłam się do niego. Zlustrował mnie od góry do dołu i ruszył w moją stronę. Byłam pewna, że chce się ze mną przywitać. Niestety, pomyliłam się. Minął mnie, nawet nie zerkając i wyszedł z pokoju.

- Li? - krzyknęłam za nim. Nawet się nie odwrócił. Nie miałam pojęcia o co mu chodzi. Czyżby był zazdrosny? Spojrzałam pytająco na resztę przyjaciół. Oni jedynie wzruszyli ramionami. Postanowiłam więc wyjść za nim i dowiedzieć się dlaczego robi takie sceny.
- pośpieszcie się, musimy zaraz zaczynać. - rzuciła cicho Ann, majstrując przy trzymanym aparacie. 

poniedziałek, 5 maja 2014

15.

dedykuję rozdział Ann Horan. ;* mam nadzieję, że nie jest tak źle jak myślałam i mnie nie zabijesz! <3.

~ Niall ~

Piosenka się skończyła, jednak nie od razu wypuściłem Ann z ramion. Jakaś dziwna, przyjemna siła zatrzymywała moje ręce na jej biodrach. Poczułem jak wpatruje się we mnie swoimi dużymi, brązowymi oczami. Dostrzegłem w nich blask, który sprawił, że na moment zapomniałem jak się oddycha. Z letargu wyrwał mnie głos Lex.

- Horan..
- no? - spojrzałem na nią zabójczym wzrokiem. Jak mogła przerwać tak piękną chwilę.
- nie wiesz gdzie podział się Harry? - spytała. Dopiero wtedy zorientowałem się, że mój przyjaciel rzeczywiście gdzieś zniknął. Wszyscy stali na środku pokoju i zastanawiali się o co tak właściwie chodzi. Nagle Zayn stwierdził, że sprawdzi poza domem. Jak się później okazało, Harry siedział na schodkach z głową opartą na rękach i patrzył przed siebie. Stanąłem wraz z Malikiem za przyjacielem. Spojrzeliśmy po sobie.

- stary, co jest? - spytał mulat.
- nic. - rzucił krótko
- to dlaczego wyszedłeś? - dopytywał mój przyjaciel.
- bez powodu. Co już nie tańczycie? - spytał retorycznie, dalekim od miłego tonem.
- Styles, co w ciebie wstąpiło? - rzuciłem
- nic. - powtórzył, powracając wzrokiem na drugą stronę ulicy. Bezsłownie uznaliśmy, że nie ma sensu dłużej z nim dyskutować. Znaliśmy go na tyle dobrze, by wiedzieć jak cholernie uparty z niego człowiek. Wzruszyliśmy ramionami i wróciliśmy do środka. Jak się później okazało Harry wrócił do domu. Przynajmniej tak myśleliśmy. 

Kiedy weszliśmy do salonu Ann zawzięcie dyskutowała o czymś z Louis'em. Lex siedziała na kolanach Liam'a i przysłuchiwali się rozmowie Lou i Ann, raz na jakiś czas wybuchając śmiechem. I dopiero wtedy zauważyłem co tak właściwie jest między moim przyjacielem, a dziewczyną. Ucieszyłem się, widząc jak dobrze się dogadują. Przecież Li od zawsze pragnął odnaleźć tą jedyną. Niestety do tej pory miał tylko pecha. A może Lex jest właśnie  tą jedyną? Z uśmiechem podszedłem do reszty i zasiadłem na kanapie. Wszyscy pogrążyliśmy się w dyskusji, ale ja nie mogłem przestać zerkać na Ann. Musiałem śledzić każdy jej ruch. Jej niesamowity uśmiech i to jak oblizuje subtelnie wargę, kiedy się na czymś skupia. To wszystko sprawiało, że w moich oczach była coraz bardziej niesamowitą dziewczyną.
W pewnym momencie rozmowy ucichły i wszyscy, praktycznie w jednym momencie odlecieliśmy.

~*~

Obudziło mnie czyjeś głośne gadanie przez sen. Podniosłem głowę. Okazało się, że to Louis zawzięcie się z kimś kłóci i do tego obficie gestykuluje. Zaśmiałem się i ułożyłem głowę z powrotem na podłogę, gdzie zasnąłem. Po chwili jednak poczułem jak burczy mi w brzuchu. Dobrze wiedziałem, że jeśli mój głód się odezwał, na pewno nie usnę. 

Wstałem więc i od razu skierowałem się do kuchni. Wygrzebałem z lodówki wszystko co tylko tam było i rozłożyłem się na blacie. Jak dobrze, że Lex i Liam zrobili zakupy. Uśmiechnąłem się sam do siebie i zacząłem robić sobie kanapki.

- mogę liczyć na jedną z nich? - usłyszałem za sobą i poczułem jak moje serce zaczyna bić szybciej. Odwróciłem się. Ann stała tuż za mną z szerokim uśmiechem i wpatrywała się w moje kulinarne dzieła. Wskoczyła na blat, tuż obok mnie i spojrzała na mnie wyczekująco.
- proszę.. - rzuciłem i podałem jej jedną z kanapek. Podziękowała mi nieznikającym uśmiechem i wzięła gryza, machając zwisającymi nogami. Chciałem dorobić jeszcze parę kanapek, ale jakimś cudem nie potrafiłem oderwać wzroku dziewczyny. Nie wpatrywałem się co prawda jak idiota, ale kątem oka wciąż na nią zerkałem.

- uważaj z tym nożem. - zaśmiała się, a ja w ostatnim momencie zatrzymałem rękę. Rzeczywiście. przez zagapienie się mógłbym już dawno nie mieć palców. Co ta dziewczyna ze mną robi? A może to ja jestem taki porąbany?
- o boże.. - usłyszeliśmy zachrypnięty głos. Odwróciłem się, a moim oczom ukazała się Lex, opierająca się o framugę i przeczesująca dłonią włosy. - chyba wczoraj trochę przesadziłam. - rzuciła, robiąc niewyraźną minę. Podeszła do nas wolnym krokiem. Ucałowała Ann w policzek, a mnie w czoło i wyciągnęła rękę do stojącego niedaleko ekspresu.

- jakie powitania - zaśmiałem się - szkoda, że nie od wszystkich.. - w ostatniej chwili ugryzłem się w język. W sekundę zrobiłem się cały czerwony i odwróciłem szybko wzrok. Usłyszałem śmiech obydwu dziewczyn, przez co zrobiło mi się jeszcze bardziej głupio. 

Nie wiem czy wszyscy moi przyjaciele mają  takie wyczucie, czy po prostu zapach świeżej kawy ich przyciąga, ale w ciągu paru minut, w kuchni pojawiła się reszta. Rozsiedli się przy stole i spojrzeli na mnie wyczekująco.

- co? - uniosłem brew, wpychając do ust ostatnią kanapkę
- skoro już tam stoisz to kopsnij jakieś śniadanie - rzucił leniwie Louis.
- a co ja, wasz kucharz jestem?
- Horan, nikt nie zna się na jedzeniu tak dobrze jak ty. - stwierdził Zayn, po czym wraz z Lou wybuchli śmiechem. Ann w krótkim czasie dołączyła do chłopaków, a Lex i Liam byli jak gdyby nieobecni. Spojrzałem w ich stronę. Dziewczyna siedziała na jego kolanach i bez słowa, wpatrywali się sobie w oczy. Westchnąłem i uśmiechnąłem się. Parę minut później przygotowywałem już śniadanie dla wszystkich. Mimo, że nie byłem w swojej kuchni, czułem się w niej bardzo swobodnie. Albo Lex to nie przeszkadzało, albo była zbyt wpatrzona w Liam'a.


Zjedliśmy i rozłożyliśmy się w ogrodzie z kubkami. Położyłem się na trawie i zmrużyłem oczy, rozkoszując się ciepłymi promieniami słońca. Nagle poczułem jak ktoś kładzie głowę na moim brzuchu. Spojrzałem w dół, natykając się tym samym na burzę czarnych włosów. Chwilę potem Ann spojrzała na mnie z uśmiechem.

- mogę? - spytała
- jasne. - odwzajemniłem uśmiech i wróciłem do wcześniejszej pozy. Teraz jednak było mi o wiele lepiej. Bardziej błogo i przyjemnie.
Panowała cisza, w której słychać było jedynie śpiewy ptaków i niewyraźne odgłosy samochodów. W pewnym momencie rozdzwonił się czyjś telefon. Spojrzałem na przyjaciół. Liam przeprosił nas i odszedł na bok. Jego rozmowa nie trawa długo. Kiedy się rozłączył, zrobił krzywą minę i przeciągnął się.

- Paul nas wzywa. - rzucił leniwie.
- o boże, serio? - spytał Zayn z niezadowoloną miną.
- no niestety.

Cała nasza czwórka podniosła się niechętnie. Wchodząc do środka zebraliśmy swoje rzeczy. Każdy z nas podszedł do Lex, przytulił i ucałował ją na pożegnanie. Oczywiście Liam'owi zajęło to dłuższą chwilę. Spojrzałem na Ann, która również zebrała swoje rzeczy.

- ja też się zmywam. Za parę godzin muszę być w studiu. - poinformowała wszystkich. Dziewczyny pożegnały się i wyszliśmy wspólnie z Ann. Kiedy znaleźliśmy się na podjeździe, spojrzałem nieśmiało w stronę dziewczyny.

- może cię odprowadzić? - rzuciłem, drapiąc się w tył głowy.
- byłoby bardzo miło. - uśmiechnęła się do mnie. W parę sekund znaleźliśmy się pod jej drzwiami, a ja zacząłem żałować, że dziewczyny mieszkają tak blisko siebie. Zatrzymaliśmy się w jednym momencie i również w tym samym czasie odwróciliśmy się do siebie.
- dzięki.. - zaczęła cicho. Od samego rana zbierałem myśli, starałem się zmusić do zapytania o tą jedną jedyną, głupią i banalną rzecz jaką jest randka. Jakiś spacer, cokolwiek. Ona jednak chyba nazbyt mnie onieśmielała. Stojąc pod jej domem, znów poczułem, że to odpowiedni moment. Otworzyłem buzię, jednak nie odezwałem się. Była zbyt blisko. Czułem jej zapach, jej oddech na swojej twarzy. Uniosła ręce i oplotła je wokół mojej szyi. Zbliżyła twarz i uśmiechnęła się.

- do zobaczenia Niall. - wyszeptała i pocałowała mnie w policzek. Już wtedy wiedziałem, że kocham to w jaki sposób wymawia moje imię. Poczułem jak moje wnętrzności szaleją.
- Horan, pośpiesz się! - krzyknął Liam. Odetchnąłem i spojrzałem w stronę przyjaciół. Wszyscy pakowali się do auta Li, a on sam stał i machał do mnie. Kiedy wróciłem wzrokiem do Ann, ona wciąż uroczo się uśmiechała.

- cześć. - rzuciłem i odszedłem. Boże, jaki ja jestem głupi! Nie potrafię się nawet odezwać. Zaprosić jej gdziekolwiek. Przecież to normalna dziewczyna! Nie.. wcale nie. Ona jest inna. Bo nigdy wcześniej przy żadnej nie czułem się tak jak przy niej. Żadna inna nie onieśmielała mnie tak bardzo, że zapominałem jak się mówi.

Kopnąłem  kamyk, przechodząc przez ulicę. Obejrzałem się, dziewczyna starała się otworzyć drzwi, jednak coś jej nie wychodziło i szarpała się z klamką. Uśmiechnąłem się pod nosem, bo wyglądało to słodko. Ta jej niezdarność była urocza. W końcu udało jej się dostać do własnego domu. Otworzyła drzwi i w tamtym właśnie momencie poczułem w sobie odwagę.

- Ann! - krzyknąłem. Odwróciła się i spojrzała na mnie ze zdziwieniem. Wziąłem głęboki oddech i podbiegłem do dziewczyny.
- coś się stało?
- tak.. nie.. - zacząłem się plątać, starając się ułożyć w myślach jak właściwie mam ją zaprosić. Uśmiechnęła się zachęcająco. Wypuściłem subtelnie powietrze z ust. - masz może ochotę gdzieś wyskoczyć? - wypaliłem na jednym tchu, a po wszystkim uśmiechnąłem się głupkowato. Zaśmiała się i pokręciła głową. Nie odpowiedziała od razu, przez co czułem się jakbym czekał na wyrok. Moje serce waliło mocniej z każdą kolejną sekundą.

- jasne, bardzo chętnie. - odpowiedziała po chwili, która była dla mnie wiecznością. Czułem jak moje wnętrzności tańczą, jak serce przyśpiesza, a na mojej twarzy pojawia się coraz większy uśmiech.
 - to super! znaczy..
- bądź o siódmej. - rzekła cicho i ponownie tego dnia, ucałowała mnie w policzek. Stałem w jednym miejscu, dopóki drzwi za dziewczyną się nie zamknęły. Kiedy ruszyłem w stronę Liam'a, nie mogłem się powstrzymać i po prostu musiałem odtańczyć swój taniec szczęścia.

- a tobie co? - zaśmiał się Li, kiedy stanąłem tuż przed nim i z wielkim bananem, wciąż wymachiwałem rękami.
- a nic. - rzuciłem wesoło i wsiadłem do auta. Chłopak pokręcił jedynie głową, wsiadł i odpalił silnik. Kiedy ruszyliśmy, spojrzałem na dom Ann.

- zajebiście.. - rzuciłem do siebie z uśmiechem.
- gadasz do okna? - usłyszałem śmiech Lou.
- coś mi się wydaję, że po prostu się umówił. - stwierdził Zayn poważnym tonem.
- nic wam do tego. - rzuciłem, pokazując im język i powracając wzrokiem do widoków za szybą. 

~*~

Gdy człowiek na coś czeka, minuty cholernie się wydłużają i traci się kompletnie cierpliwość. Wybiła godzina czwarta. Spojrzałem z żalem na zegarek, jak gdyby to on był winien temu, że czas ciągnie mi się w nieskończoność. Nie potrafiłem usiedzieć w jednym miejscu. Ostatni raz miałem tak, chyba przed naszym pierwszym, wspólnym występem podczas pierwszej trasy koncertowej. Wszystko mnie wkurzało i co bardzo u mnie rzadkie, straciłem apetyt. Siedzieliśmy w gabinecie Paul'a kolejną godzinę, omawiając jakieś pierdoły. Chodziłem od okna do kanapy, a chłopaki zajadali się pizzą. 

- Horan, ty się dobrze czujesz? - spytał nagle Zayn.
- czemu sądzisz, że nie? - rzuciłem, ponownie spoglądając na zegarek. 
- bo normalnie rzuciłbyś się na tę pizzę - stwierdził mulat. 

Wzruszyłem jedynie ramionami i wcisnąłem się na kanapę między nim, a Louis'em. Wciąż się zastanawiałem gdzie tak właściwie mógłbym zabrać Ann. Wszystkie pomysły wydawały mi się głupie albo banalne. Chciałem by to było coś wyjątkowego. Bo ona była wyjątkowa. Z kieszeni wyjąłem telefon i zacząłem się nim bawić. A może by tak zadzwonić do Lex? Może ona by mi pomogła. Bo na chłopaków nie mam co liczyć. Na pewno zaraz zaczęliby robić sobie jaja. Odetchnąłem cicho i oparłem głowę o dłonie.

~*~

Zaparkowałem swoim ukochanym czarnym Dodge'em Charger'em po drugiej stronie ulicy i spojrzałem na zegarek. No świetnie, przyjechałem dziesięć minut wcześniej. Jeśli teraz zapukam, uzna mnie za jakiegoś desperata, albo napaleńca. Muszę odczekać chociaż parę minut.Zgasiłem silnik, odetchnąłem i wyjmując kluczyki ze stacyjki, oparłem głowę o zagłówek. Zmrużyłem oczy i wciąż rozmyślałem czy aby na pewno mój pomysł okaże się dobrym pomysłem. 

Z wielkim trudem, jednak przeczekałem te pięć minut. Wysiadłem z samochodu i wziąłem głęboki oddech. Przebiegłem na drugą stronę ulicy i zanim jeszcze zapukałem, poprawiłem włosy. Parę sekund później w drzwiach pojawiła się ona, a mi ponownie zaparło dech w piersiach. Niebieska sukienka w delikatne wzorki, a do tego trampki. Zestaw, który uwielbiam najbardziej. Kosmyki kruczoczarnych włosów, opadające na jej prawie nagie ramiona i najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałem.

- cześć. - rzuciła z uśmiechem.
- hej.. - wydukałem, wciąż nie mogąc oderwać od niej wzroku.
- mam nadzieję, że nie wystroiłam się za bardzo. - zaśmiała się, wychodząc i zamykając za sobą drzwi.
- jasne, że nie .. ty.. um.. ślicznie wyglądasz. - wydukałem z trudem i od razu uciekłem wzrokiem.
- dziękuję. - rzuciła z uśmiechem. Chwyciła mnie pod rękę i ruszyliśmy w stronę mojego samochodu. 
- gdzie jedziemy? - spytała, kiedy odpaliłem silnik.
- to będzie niespodzianka. Mam nadzieję, że ci się spodoba. - rzuciłem, zerkając na dziewczynę kątem oka.
- uwielbiam niespodzianki, więc jestem pewna, że się spodoba. - pokazała mi język i zapięła pasy.

Paręnaście minut później docieraliśmy już do celu naszej podróży. Ann zaczęła wyglądać przez okno. Kiedy na mnie spojrzała, zauważyłem jak jej oczy powiększają się do wielkości monet i zaczynają coraz bardziej błyszczeć. Kiedy tylko się zatrzymałem, wyskoczyła z auta i zaczęła kręcić się wokół własnej osi, podziwiając miejsce, w którym byliśmy. Stanąłem obok , a chwilę potem rzuciła mi się na szyję

- boże, Niall tu jest genialnie! - zaśmiała się. Wypiąłem dumnie pierś i objąłem jej talię. Cieszę się, że pomysł z Wesołym Miasteczkiem, okazał się pomysłem udanym. 
- fajnie, że ci się podoba - rzuciłem
- chodźmy! - usłyszałem, a chwilę potem zostałem pociągnięty za rękę między różne stragany. Nie puszczała mojej dłoni ani na moment, z czego byłem bardzo zadowolony. Uwielbiałem czuć na sobie jej delikatny dotyk. Jednak najbardziej cieszyłem się z tego, że Ann nie przestaję się uśmiechać. Biegała od jednego straganu do drugiego. Cieszyła się ze wszystkiego. Miałem wrażenie jakbym zabrał ze sobą jakąś małą dziewczynkę. Zajadaliśmy się watą cukrową i innymi pysznymi wynalazkami. Jeździliśmy chyba na wszystkich karuzelach i tym podobnych sprzętach. Ann nawet na chwilę nie poczuła zmęczenia. W końcu zaciągnęła mnie do jednego ze straganów z grami. Spojrzała na jednego z pluszaków, które były do wygrania i uśmiechnęła się szeroko. Postanowiłem więc wygrać dla niej tą pluszową małpę. Wypiąłem dumnie pierś i zagrałem.


- tak bardzo ci dziękuję. James jest cudowny. - mówiła podniecona ściskając pluszaka, kiedy kierowaliśmy się w stronę ławki.
- James? - uniosłem brew i uśmiechnąłem się
- owszem, tak go nazwałam.
- to miłe - zaśmiałem się. Zauważywszy wolne miejsce wskazałem je dziewczynie i parę sekund później siadaliśmy na drewnianych deskach, imitujących ławkę
- to moje ulubione imię. - stwierdziła, przytulając do piersi pluszową małpkę. 
- ja tam za nim nie przepadam.
- dlaczego? - spojrzała na mnie swoimi wielkimi, brązowymi oczami. Uśmiechnąłem się i wzruszyłem ramionami.
- nie lubię swojego drugiego imienia.
- co? - rzuciła cicho. W następnej minucie zauważyłem jak na jej policzki wkradają się rumieńce. Odwróciła głowę i zaczęła szeptać coś pod nosem. Zaśmiałem się i przysunąłem bliżej. Poczułem jak dziewczyna drży z zimna. Zdjąłem swoją bluzę i okryłem jej nagie ramiona. Odwróciła głowę i spojrzała mi prosto w oczy. Przez chwilę trwaliśmy bez ruchu, nie mrugając ani nie odzywając się. 

- dziękuję. - wyszeptała w końcu, przytulając do piersi pluszaka. 
- zawsze do usług. - uśmiechnąłem się.
- ale ja ci dziękuję za wszystko. to był piękny wieczór. Już dawno tak dobrze się nie bawiłam. - stwierdziła, nie odrywając ode mnie wzroku - i dziękuję za James'a - dodała po chwili, wtulając twarz w małpkę. 

Rozmawialiśmy jeszcze bardzo długo. Na przeróżne tematy. Z każą kolejną sekundą byłem pewny, że ta dziewczyna jest moją bratnia duszą. Śmialiśmy się w tych samych momentach. Czasem nie potrzebowaliśmy słów, by wzrokiem skomentować przechodzące osoby albo jakieś zdarzenie. Kiedy po raz setny zaburczało mi w brzuchu, zrobiłem się czerwony jak burak. Ona jedynie zaśmiała się i pociągając mnie za rękę, zaprowadziła do najlepszego straganu z jedzeniem. 


Kiedy wsiedliśmy do samochodu, usadziła James'a na kolanach i zapinając się pasem, zapięła również pluszaka. Spojrzałem na nią z uniesioną brwią i wybuchłem śmiechem. Ona jedynie pokazała mi język i nakazała ruszać.  Paręnaście minut później zatrzymałem się pod jej domem i odprowadziłem pod drzwi. 

Stanęliśmy na przeciwko siebie. Patrzyła mi w oczy tak głęboko, jak gdyby wdzierała się do mojej duszy. Nasze twarze zbliżały się do siebie, a ja czułem jej powolny oddech na swojej twarzy. W pewnym momencie odłożyła pluszaka i objęła moją szyję rękami. Teraz, nasze usta dzieliły jedynie milimetry. Wstrzymałem oddech i objąłem ją w pasie. Nie potrafiłem oderwać od niej wzroku i nie potrafiłem się ruszyć. Hipnotyzowała mnie czekoladowymi, pięknymi oczami i małymi iskierkami wciąż tańczącymi w jej źrenicach. Nie chciałem przerywać tego momentu. Mógłbym stać tak nawet wieczność. Jedyne czego pragnąłem bardziej, było zasmakowanie jej malinowych, pełnych ust. Nieświadomie oblizałem dolna wargę, na co ona uśmiechnęła się szeroko. Zbliżyła się jeszcze bardziej, choć nie sądziłem, że to możliwe i musnęła ustami mój policzek.

- dobranoc Niall. - wyszeptała mi do ucha, a ja poczułem jak ciarki przeszywają całe moje ciało. Odsunęła się, chwyciła za pluszaka i machając mi jeszcze, weszła do środka. Stałem jak osłupiały i wciąż wpatrywałem się w drzwi, za którymi parę sekund wcześniej zniknęła dziewczyna. Odetchnąłem i ułożyłem dłoń na policzku, w który mnie pocałowała. Uśmiechnąłem się sam do siebie i ruszyłem do samochodu. 

To był zdecydowanie najlepszy wieczór mojego życia. Chciałbym spędzać z nią jak najwięcej czasu. Każdą minutę mojego życia. Wiedziałem już dlaczego. Wiedziałem, że ta dziewczyna, ukradkowymi gestami i spojrzeniami skradła moje myśli i moją duszę. Już w tamtym momencie byłem pewny, że nie pragnę niczego więcej tak bardzo jak jej bliskości, jej uwagi i jej pięknych, czekoladowych oczu.  


sobota, 3 maja 2014

14.

Śmiałyśmy się w niebo głosy, kiedy do pokoju wpadła reszta chłopaków i nie pytając nawet o co chodzi, szybko dołączyli do przyjaciela. Wraz z Ann założyłyśmy ręce na klatkę piersiową. Swoją drogą zrobiłyśmy to praktycznie w tym samym momencie. Patrzyłyśmy na wydurniającą się piątkę młodych chłopaków, a ja zastanawiałam się poważnie nad sprawnością ich mózgów. Louis szalał bez koszulki, ale w krótkim czasie reszta przyjaciół dopasowała się do niego.

- łoł...- usłyszałam ciche westchnięcie Ann. Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc pięć niezwykłych torsów.
- czy to striptiz? - rzuciłam, ledwo powstrzymując się od śmiechu.
- a chcesz? - Lou posłał mi cwaniacki uśmieszek i zaczął rozpinać pasek.
- nie kuś - zaśmiałam się, podchodząc do chłopaka,  łapiąc go za rękę i powstrzymując od dalszego rozbierania. Nagle poczułam na swoich biodrach czyjeś dłonie. Nie miałam możliwości, by się odwrócić jednak byłam pewna, że to Liam. Pomyliłam się. Ręce chłopaka zaczęły delikatnie poruszać moimi biodrami, a ja poczułam jego bliskość. W końcu udało mi się odwrócić głowę.

- Zayn? - zdziwiłam się. Mulat posłał mi uśmiech i nie przerywał czynności. Zrozumiałam aluzję i sama poruszałam biodrami, by sekundę później wczuć się w rytm. Kątem oka zauważyłam, że Niall podchodzi nieśmiało do Ann i chwytając ją za rękę, pociąga na środek pokoju. Teraz już cała nasza siódemka tańczyła. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, widząc niesamowity talent chłopaków. Zayn w końcu zabrał ręce i tańczyliśmy na przeciwko siebie. Mulat robił przy tym takie miny, że ledwo powstrzymywałam się od roześmiania mu się w twarz. Rozkręciliśmy się i teraz wszyscy tańczyli bardzo podobnie. Przepraszam, "tańczyli" to złe słowo. Wszyscy naśladowaliśmy nieziemskie ruchy Niall'a, które z tańcem miały niewiele wspólnego. Przez cały ten czas nie odrywałam wzroku od Liam'a, a on ode mnie. Uśmiechaliśmy się do siebie, ale żadne z nas nie odważyło się podejść bliżej. Nagle zauważyłam, że mina Li zmieniła się na niezadowoloną, a w następnej sekundzie poczułam na biodrach czyjeś dłonie. Odwróciłam się, natrafiając tym samym na zielone tęczówki.

- och. - wymsknęło mi się, a Harry uśmiechnął się szeroko. Odwzajemniłam gest i nie przestawałam się ruszać. Przyciągnął mnie bliżej siebie i wciąż wpatrywał mi się głęboko w oczy. Tak bardzo się w nich zatopiłam, że zapomniałam o obecności reszty.

- może coś zjemy? - usłyszałam nagle. Zdziwiłam się, bo ten głos nie należał do Niall'a. Odwróciłam się. Liam stał z założonymi na klatce piersiowej rękami i patrzył na nas niecierpliwie. Odsunęłam się od Harry'ego i uśmiechnęłam do Li. On odwrócił wzrok i ruszył do kuchni. Nie miałam pojęcia o co mu chodzi.

- to genialny pomysł. Przez ten taniec zgłodniałem - tym razem był to blondyn. Chłopcy i Ann wybuchli śmiechem, a ja wciąż wpatrywałam się w drzwi, za którymi parę sekund wcześniej zniknął Liam. Nagle zauważyłam, że Niall rusza do kuchni. Zatrzymałam go i uśmiechnęłam się.

- ja przyniosę, wy siadajcie. Na pewno jesteście zmęczeni. - rzuciłam. Przed wyjściem z pokoju obróciłam się jeszcze w stronę przyjaciół - panowie, gdybyście mogli się ubrać. - zaśmiałam się. Moja prośba spotkała się z niezadowoleniem wyrażonym głośnym stęknięciem. Chłopcy zaczęli szukać swoich koszulek, a ja wyszłam z pokoju.


Kiedy weszłam do kuchni, zastałam Liam'a stojącego przy oknie i wpatrującego się w nie. Znów to samo co kiedyś. Jego umięśnione barki przyciągały moją uwagę. Odetchnęłam i podeszłam do chłopaka.

- co tam? - rzuciłam, opierając się o parapet i spoglądając na Li. On nawet na mnie nie spojrzał. Odetchnął głośno i spuścił głowę.
- Liam, co jest? - dopytywałam
- nic, wszystko okej. - spojrzał na mnie i posłał mi wyraźnie wymuszony uśmiech. Nie mam pojęcia co mnie wtedy podkusiło. Nie mam pojęcia czego się spodziewałam i dlaczego w ogóle to zrobiłam. Odepchnęłam się do parapetu i zbliżyłam do chłopaka. 

Spojrzałam w jego brązowe oczy i posyłając mu nieśmiały uśmiech ułożyłam dłonie na jego ramionach, by chwilę potem przytulić się do niego.Byłam pewna, że za chwilę mnie odepchnie. On jednak oplótł ręce wokół mojej talii i wtulił twarz w moje włosy. Ułożyłam głowę na jego torsie, wsłuchując się w szybkie bicie jego serca. W tamtym momencie cholernie pragnęłam go pocałować. Pragnęłam dotykać jego ciała. Kawałek po kawałku. Z całych sił powstrzymywałam się przed tym pragnieniem. Nie wytrzymując dłużej jego ciepła, tak blisko mojego ciała, odsunęłam się powoli. Ponownie spojrzałam w jego oczy. Uniosłam dłoń, chcąc ułożyć ją na jego policzki. W ostatniej jednak chwili zrezygnowałam i opuściłam rękę. Odetchnęłam subtelnie i spuściłam wzrok. W tym samym momencie do kuchni wszedł Louis.

- chodźcie! gramy w butelkę - rzucił radośnie. Liam spojrzał na mnie po raz ostatni i ruszył za przyjacielem. Ja wciąż stałam w tym samym miejscu i wpatrywałam się w podłogę. Czułam jak moje wnętrzności szaleją. Dokładnie tak jak myśli. Wyprostowałam się, odetchnęłam głęboko i przetarłam twarz. Ostatni raz wyjrzałam przez okno i ruszyłam do pokoju.


~*~

- boże, czemu znowu wymyślacie takie durne zadania! - krzyknęła, kiedy po raz kolejny kazano mi coś z siebie zdjąć - może powiedzcie po prostu, żebym się rozebrała - zaśmiałam się, ściągając gumkę z włosów.
- to się nie liczy! - krzyknął niezadowolony, wyraźnie wstawiony Zayn
- nie było ustalonych zasad - pokazałam mu język i chwyciłam za butelkę. Tym razem wypadło na Ann. Spojrzałam na nią z uśmiechem.
- wyzwanie, a niech stracę - zaśmiała się
- okej. - ułożyłam palce na brodzie i zaczęłam zastanawiać się nad wyzwaniem. Ponieważ nie byłam tego wieczora zbyt kreatywna wymyśliłam bardzo głupią rzecz. - pocałuj osobę po swojej lewej. - Dziewczyna obróciła się w lewo, tym samym trafiając na uśmiechniętą twarz Zayn'a. Zaśmiała się i przysunęła bliżej.

- ciekawie mi się trafiło - rzuciła, na co mulat wyszczerzył się jeszcze bardziej. Spojrzeli sobie w oczy, a między nami zapanowała cisza. Widziałam jak Ann nabiera powietrza i z szerokim uśmiechem nachyla się nad chłopakiem. W następnej chwili składała już na jego wargach krótki jednak czuły pocałunek. Kiedy się od siebie oderwali, dziewczyna nie wróciła na swoje miejsce. Wciąż patrzyli sobie w oczy. Poczułam jak w środku robi mi się gorąco. Czyżbym spieprzyła komuś życie tak jak sobie? przecież to wyglądało tak jak ja i Liam.

- dobra, lecimy dalej! - usłyszałam. Odwróciłam głowę w stronę Niall'a. Nachylał się po butelkę, a jego mina była bardzo niewyraźna. Ann i Zayn odchrząknęli i wróciliśmy do zabawy. Blondyn w końcu zapomniał o tym co widział i ponownie wkręcił się w zabawę. Śmialiśmy się, wygłupialiśmy. Chłopcy rzucali w siebie jedzeniem, ale ja już dawno przestałam przejmować się syfem jaki tworzą. Z każdą minutą wymyślali coraz głupsze zadania, albo pytania. Przestałam nad tym myśleć, bo ilość alkoholu, którą wypiłam zaczynała powoli działać na moje zachowanie. Zayn zakręcił butelką i pierwszy raz od dłuższego czasu, wypadło na mnie. Spojrzał z cwaniackim uśmieszkiem i potarł dłoń o dłoń.

- proszę wyzwanie, ale nie przesadź - rzuciłam, wyszczerzając się
- dobra, pocałuj Louis'a - stwierdził na jednym wydechu. Zaśmiałam się jedynie i zwróciłam wzrok ku Lou. Siedział po turecku i szczerzył się do mnie jak głupi.
- macie zabawy jak dzieci w podstawówce - stwierdziłam, zbliżając się na czworaka do chłopaka. 
- no, no. - mruknął, widząc sposób w jaki się zbliżam.
- tylko nie wyobrażaj sobie za dużo zboczeńcu - zaśmiałam się, widząc jakie miny robi.
- całuj nie gadaj - rzucił, zbliżając twarz do mojej. Pokręciłam głową, opanowałam śmiech i zbliżyłam usta do ust chłopaka. Zanim jeszcze go pocałowałam, poruszył śmiesznie brwiami, po czym  ułożył wargi na moich. Nigdy nie myślałam o Louis'ie w takich kategoriach, ale muszę przyznać, że całuje całkiem fajnie, a zapach jego perfum jest powalający. 

- nie za długo? - usłyszeliśmy zachrypnięty głos i dopiero wtedy oderwaliśmy się od siebie. Odchrząknęłam i spojrzałam na Harry'ego. Siedział z założonymi na klatce piersiowej rękami i patrzył na nas z uniesioną brwią.

- mnie tam się podobało. - stwierdził Louis i podał mi butelkę. Wróciłam na swoje miejsce i zakręciłam. W miedzy czasie zauważyłam, że Liam gdzieś zniknął. Szybko dałam jakieś głupawe zadanie Niall'owi i podniosłam się z podłogi. 

- idziesz zapalić? - usłyszałam głos Zayn'a. 
- tak, ale za chwilkę. Muszę coś sprawdzić. - uśmiechnęłam się do niego i nie czekając na odpowiedź, ruszyłam do kuchni. Niestety, nie zastałam tam Liam'a. Przez chwilę się zastanowiłam i stwierdziłam, że warto sprawdzić w ogrodzie. Nie pomyliłam się. Liam opierał się o balustradę i wpatrywał się w rozgwieżdżone niebo. Odetchnęłam cicho i podeszłam do bruneta.

- Liam? - wyszeptałam. Spojrzał na mnie i mimo ciemności jaka panowała, zauważyłam, że ma zaszklone oczy. - co jest?
- czemu myślisz, że coś jest? - spytał bliżej nieokreślonym tonem.
- po raz kolejny wychodzisz bez słowa. Nie mam pojęcia co się dzieje. Myślałam, że wszystko między nami jest wyjaśnione..
- tak.. - zaczął cicho i wrócił wzrokiem na niebo. 
- Li. - podeszłam do niego nieśmiało i ułożyłam dłoń na jego barku. Spuścił głowę i poczułam jak nabiera powietrza. - zrobiłam coś nie tak? - spytałam.
- nie Lex. Nie chcę.. ja.. wszystko jest okej. - plątał się, uciekając wzrokiem na ogródek.
- przecież nie jestem ślepa. Czy chodzi o to głupie zadanie, które dostałam? - chłopak nie zdążył odpowiedzieć, bo w tym samym momencie, na taras wyszedł Zayn.

- widziałem, że.. ups. Sory, że przeszkadzam. - rzucił na wejściu, uśmiechając się do nas. Odwzajemniłam gest i spojrzałam na Liam'a. Odwrócił się do przyjaciela i również posłał mu nikły uśmiech.
- palimy? - spytał mulat
- no jasne. - odpowiedziałam. Już chciałam wracać do środka, jednak chłopak poczęstował mnie swoim papierosem. Liam również skorzystał. Usiedliśmy na drewnianych schodach i paliliśmy w milczeniu. 
- słuchajcie, jeśli przerwałem wam coś ważnego, to mogę..
- nie, w porządku. - przerwał Liam i zaciągnął się. Kolejne pięć minut minęło nam w całkowitej ciszy. Miałam wrażenie, że Zayn spogląda co jakiś czas raz na mnie, raz na przyjaciela. 


Kiedy wróciliśmy do pokoju, okazało się, że gra w butelkę już dawno się skończyła i wszyscy znów tańczą. Tym razem, didżejem i wodzirejem był Niall. Stał przy mojej wierzy z podłączonym telefonem i przełączając piosenki, krzyczał do reszty jak mają tańczyć. Widziałam jak Ann łapie coraz lepszy kontakt z chłopakami, co bardzo mnie cieszyło. Zachowywali się jak starzy, dobrzy przyjaciele. Wraz z Zayn'em, dołączyliśmy do tańczącej grupki. Liam zasiadł obok i wpatrywał się w swoje palce. Z początku wciąż na niego zerkałam, jednak kiedy Louis porwał mnie w ramiona, mój taniec się rozkręcił. Szalałam wraz ze wszystkimi do tego co puszczał Horan. Niestety, żadna piosenka nie wytrzymała dłużej niż minutę, bo blondyn wciąż zmieniał zdanie czego mamy słuchać. Po paru szybkich zmianach, każdy z nas był już prawdziwie zmęczony. Niall nie chciał odpuścić dalszego tańca, więc ponownie zmienił piosenkę. 



Tym razem z głośników poleciała wolniejsza piosenka. Piosenka, którą od zawsze bardzo lubiłam. Horan szybko odrzucił telefon i podbiegł do Ann. Spuścił głowę, odetchnął i spojrzał jej w oczy. Wyciągnął dłoń i bezsłownie poprosił ją do tańca. Zaczynam mieć wrażenie, że oni nie potrzebują wcale słów, by się porozumiewać. Uśmiechnęłam się pod nosem i opadłam na kanapę, wsłuchując się w piosenkę. Zayn i Lou tańczyli bardzo romantycznie, przez co z mojej twarzy nie znikał szeroki uśmiech. Nagle przede mną wyrósł Liam. Uniosłam głowę i spojrzałam na niego ze zdziwieniem. 

- masz ochotę zatańczyć? - wyciągnął rękę w moją stronę i uśmiechnął się nieśmiało. Odwzajemniłam gest i chwyciłam jego dłoń. Kiedy znaleźliśmy się na środku pokoju, ułożył ręce na moich biodrach i spojrzał mi w oczy. Ja oplotłam dłonie wokół jego szyi. Poruszaliśmy się bardzo powoli. Nie odrywaliśmy od siebie wzroku, a każde z nas szeptem, śpiewało. Ta bliskość była cholernie niebezpieczna, ale podobała mi się. Podobało mi się ciepło bijące od jego ciała. Jego niesamowity zapach i piękne oczy. A wszystko tak blisko mnie. Przysunęłam się powoli do chłopaka. Uśmiechnął się delikatnie i śmielej objął moje biodra. Z każdą kolejną sekundą wczuwaliśmy się w słowa piosenki coraz bardziej. Teraz moja klatka piersiowa dotykała jego torsu. Czułam na niej wolne bicie jego serca. Ułożyłam dłoń na jego piersi. On ułożył swoją na mojej. Nie potrafiliśmy oderwać od siebie wzroku. Nie potrafiliśmy nic powiedzieć. Ale w tamtym momencie słowa były zbędne. Oboje cieszyliśmy się swoją bliskością. Ponownie objął mnie w pasie i zbliżył twarz do mojej. Zetknęliśmy się czołami.

- oh, can't you see it baby, you've got me goin' crazy.. - zanucił cicho, a ja poczułam jak do moich oczu napływają łzy, ale nie wydostają się na zewnątrz. Uniosłam dłoń i ułożyłam ją na policzku chłopaka. Czułam jego oddech na swojej twarzy, czułam jego ciepło i zapach, które w tamtym momencie sprawiały, że brakowało mi tchu. 

Spojrzałam mu tak głęboko w oczy, jak jeszcze nigdy. Ułożył dłoń na mojej i przysunął ją sobie do ust. Ucałował jej wewnętrzną stronę, wciąż nie odrywając ode mnie wzroku. W tamtym momencie pragnęłam by ta chwila trwała wieczność. Nigdy nie czułam się tak niesamowicie jak wtedy. W tamtym właśnie momencie, czując jego obecność i jego ciepło, zapragnęłam być przy nim do końca życia. 

Nagle usłyszałam huk zatrzaskiwanych drzwi. Kątem oka zauważyłam, że Harry gdzieś zniknął. W tamtym momencie jednak, nie przejęłam się tym. Wróciłam wzrokiem do czekoladowych oczu Liam'a i zatapiałam się w nich z każdą kolejną sekundą. Były niesamowite. Pełne blasku, głębi. Oczy, które wyrażały wszystko. Oczy, w których chciałabym zatapiać się już zawsze.